Project Description

Place zabaw dla opornych. Cz. 1 – Nie chodzi wyłącznie o bezpieczeństwo

Na placach zabaw nie chodzi nam tylko o to by było bezpiecznie. Na pierwszym planie powinno być w zasadzie niebezpieczeństwo, czyli ryzyko, które stanowi główny aspekt dziecięcych zabaw. Przynajmniej tak twierdzą europejscy normalizatorzy, czemu dali przez wprowadzenie europejskiej normy EN 1176-1, która jest także normą polską.

Mimo że zaliczam się do tych normalizatorów, to chciałbym postawić inną tezę: w przypadku placów zabaw, poza ryzykiem, chodzi także o wielozmysłowe poznanie, doświadczenie, twórczość własną i relacje społeczne. Jednak poza nielicznymi wyjątkami (o czym w artykułach Anny Komorowskiej) w Polsce nikt o tym nie myśli. Dlatego też postanowiłem napisać cykl artykułów dla wszystkich opornych, którzy myśląc o placach zabaw, martwią się głównie o bezpieczeństwo, a naprawdę nie tylko to jest ważne.

Cel do osiągnięcia: tworzyć dobre place zabaw, a nie tylko bezpieczne

W 2009 roku odbyło się w Warszawie szkolenie pod egidą Królewskiego Towarzystwa Zapobiegania Wypadkom (Royal Society for the Preventiion of Accidents – RoSPA) z Wielkiej Brytanii. Wówczas prowadzący zadał uczestnikom trzy pytania:

  1. Kto z was chodził kiedyś po drzewach? – Las rąk.
  2. Kto z was bawił się kiedyś ogniem? – 80% rąk w górze – niektórym wstyd się przyznać, w końcu są dorosłymi urzędnikami, właścicielami firm, architektami i inspektorami.
  3. A kto z was pozwoliłby dziecku chodzić po drzewach i bawić się ogniem? – 20% rąk w górze.

Dlaczego 80% dorosłych nie pozwoliłoby robić dzieciom tego, co sami z fascynacją kiedyś robili? Przecież nie chodzi o palenie papierosów lub oglądanie sprośnych obrazków! Na tym nie koniec. Prawdopodobnie tyle samo dorosłych wzdrygnęłoby się przed zamontowaniem na placu zabaw pompy z wodą. Przecież woda to wielkie zagrożenie dla dzieci! Bo, po pierwsze, mogą się pobrudzić, a po drugie, woda jest bardzo niezdrowa, bo można się czymś zarazić, a przynajmniej zaziębić się (znowu paraliżujące niebezpieczeństwo). I w ten oto sposób powstają „niepełnoprawne” place zabaw, które ograniczają dzieci. Niestety, nie można się prawidłowo rozwijać, gdy minimalizuje się szanse na to. Dziś bardzo wielu opiekunów epatuje dzieci poczuciem zagrożenia, a przodują w tym nauczyciele wychowania przedszkolnego.

W oczach przeciętnego dorosłego dziecko powinno być:

  1. przede wszystkim bezpieczne – ma mu to zagwarantować zapobieganie przed jakimkolwiek urazem,
  2. czyste – nie powinno się brudzić i brudzić otoczenia,
  3. grzeczne, ale nie powinno się nudzić,
  4. wykształcone – zajęcia dodatkowe planuje się już od żłobka tak, że dziecko nie ma czasu dla siebie, poszukiwanie własnych zainteresowań i rozwijanie fantazji.

Tymczasem nie zostawia się dzieciom miejsca na dzieciństwo, które charakteryzuje się doświadczaniem „na własnej skórze”, co może prowadzić do:

  1. skaleczeń, otarć a nawet złamań (jest o tym mowa w normie EN 1176),
  2. pobrudzenia się lub pobrudzenia wszystkiego na około,
  3. drobnych wybryków, jak np. zalanie całej podłogi wodą, zdeptania kwiatków
  4. zrównoważonego rozwoju, który będzie skutkował dużą samodzielnością w dorosłym życiu i umiejętnością współpracy.

Największym paradoksem w podejściu przeciętnych dorosłych jest to, że „dbając” o bezpieczeństwo na każdym kroku, narażają dzieci na to, iż nie wykształcą w sobie umiejętności oceny potencjalnych zagrożeń. Zresztą pierwsze symptomy niedorozwoju wywołanego nadopiekuńczością świata dorosłych mogą pojawić się już w szkole podstawowej, gdzie plac zabaw będzie wyposażony w wyższe i bardziej wymagające urządzenia, a nadzór nad każdym dzieckiem z osobna nie okaże się niemożliwy (nauczyciel na dyżurze ma tylko dwie ręce i jedną parę oczu). Mieszanka gry w berka na trudnej ścieżce zdrowia i braku wykształcenia oceny własnych umiejętności w stosunku do wyzwań stawianych przez sprzęt może doprowadzić do naprawdę poważnych urazów. I może się okazać, że sprzęt i nawierzchnia, na którą spadło dziecko, były zgodne ze wszystkimi europejskimi normami. Ciekawe, kogo za wypadek będą winili rodzice dziecka? Na pewno nie siebie.

Myślenie o placach zabaw zaczyna się od wyboru, który decyduje o wszystkim:

Czy chcemy, aby dzieci były samodzielne i robiły to, co lubią? Czy chcemy, aby były szczęśliwe?

Czy też zależy nam na utrzymywaniu się w przekonaniu, że robimy wszystko, aby dzieci były bezpieczne, dobrze ułożone i wszechstronnie wykształcone?

Co bardziej im się w życiu przyda?

Ryzykowna zabawa

Żeby było jasne, bezpieczeństwo jest istotne. Nie jest jednak najistotniejsze. Wieloczęściowa norma EN 1176 zawiera bardzo dużo zapisów, które wprowadzone w życie mają zapobiegać ryzyku niepotrzebnemu lub zbyt poważnemu. Zbyt wielkie ryzyko może skutkować takimi urazami, jak upadek na zbyt twardą nawierzchnię, wstrząśnienie mózgu, które może być np. wynikiem uderzenia twardym siedziskiem huśtawki, uduszenie w wyniku zakleszczenia głowy lub elementu odzieży zablokowanego na urządzeniu, gdy reszta ciała się przemieszcza, urazu oka. Ryzyko niepotrzebne będzie się przejawiało w skaleczeniach o ostrą krawędź urządzenia lub ostry gwint, oraz w innych sytuacjach, na które dziecko nie mogło się przygotować w normalnej zabawie, a które nie mają wartości edukacyjnej. Co do zasady plac zabaw powinien być miejscem, gdzie dzieci mogą bawić się bez zbędnych ograniczeń i lęku przed nieoczekiwanym urazem, a opiekun nie będzie koncentrował się na pilnowaniu, ale włączy się do wspólnej zabawy, lub po prostu sobie odpocznie.

Norma EN 1176 ma na celu zapobieganie ryzyku:

  • zbyt poważnemu,
  • niepotrzebnemu.

Myśląc o placu zabaw, nie musimy skupiać się wyłącznie na zagrożeniach lub korzyściach wynikających z ryzyka. Warto zastanowić się nad innymi potrzebami niż tylko fizyczne wyżycie się wskutek wbiegania po schodkach, zjeżdżania, balansowania, huśtania i tym podobnych. Myśląc o placu zabaw, warto pomyśleć o potrzebach dziecka i o korzyściach, jakie można czerpać choćby z kreatywności, wyzwalanej np. przez wodę i piasek. „Wyposażeniem” placu zabaw może być także jego roślinność, jak choćby szałas z wikliny. Niesamowite korzyści płyną także z przemyślanego ukształtowania terenu, przykładowo dzięki użyciu ziemi uzyskanej podczas korytowania terenu pod piaskową lub gumową nawierzchnię do usypania górki, która może okazać się najciekawszym elementem na placu zabaw. Górka może przecież służyć do wspinania, zbiegania, turlania i chowania się za nią. Możemy ją wzbogacić w biegnący przez środek tunel, a w ostateczności na jednej ze skarp można zamontować zjeżdżalnię. W Niemczech, gdzie kultura projektowania placów zabaw stoi na bardzo wysokim poziomie, żaden szanujący się architekt nie wyrzuciłby ziemi z placu zabaw. Stąd większość zjeżdżalni nie jest montowanych na drewnianej lub stalowej wieży, ale właśnie na górce.

Plac zabaw może wpływać pozytywnie na rozwój:

  • kreatywności (np. przy zabawie w błocie),
  • wyobraźni (przy zabawach kreatywnych i tematycznych, np. w piratów),
  • społeczny (wspólne budowanie, uprawianie ogródka i zabawy tematyczne, także z dziećmi niepełnosprawnymi, edukacja ekologiczna przy zabawie „zielonymi” urządzeniami),
  • psychiczny (m.in. poprawa samooceny i umiejętność oceny swoich możliwości),
  • wiedzy (edukacja ekologiczna, prawa fizyki),
  • fizyczny (tradycyjna funkcja placu zabaw).

Zerwanie z tradycją

Co ciekawe, myśląc o placu zabaw niestandardowo, możemy stworzyć miejsce wymykające się tradycyjnemu pojęciu placu zabaw. Może to być przestrzeń prawie całkowicie ukształtowane przy pomocy roślin i pełna mniejszych lub większych zwierząt. Czy takie place zabaw są mniej interesujące dla dzieci niż to, co zobaczymy w katalogach producentów urządzeń zabawowych? Co więcej, takie miejsce może być całkowicie zgodne z europejskimi normami. Bo ci sami Anglicy czy Niemcy, którzy tworzyli europejskie normy, nie wypaczyli sensu zabawy i roli, jaką ona odgrywa w życiu dzieci. Pozostawiono wręcz furtkę, dzięki której nie wszystkie place zabaw podlegają wymaganiom normy. W pierwszym punkcie normy EN 1176-1:2008 przeczytamy, że spod jej zakresu wyłączone są tzw. przygodowe place zabaw, budowane często wspólnie z dziećmi i nadzorowane przez personel placówki, przy której zostały utworzone. To wspaniały przykład tryumfu europejskiego humanizmu, który ufa człowiekowi, nawet temu młodszemu. Bo jeśli dziecko samo będzie wbijało gwoździe na placu zabaw i przy niewielkiej pomocy dorosłych zadba o solidne skonstruowanie wyposażenia, to zyska wiedzę wystarczającą, aby bezpiecznie korzystać z placu zabaw. Taki obiekt istnieje m.in. w Hamburgu.

Przygodowe place zabaw nie muszą być zgodne z normami (wystarczy zdrowy rozsądek dzieci i dorosłych).

Plac zabaw z elementem przygody, to obiekt ogrodzony, nadzorowany przez personel pedagogiczny, zgodnie z szeroko akceptowanymi zasadami, które zachęcają dzieci do rozwoju. Obiekty te często wykorzystują wyposażenie wykonane własnoręcznie (definicja za EN 1176-1)

Innym przejawem tego, że norma nie ma na celu ograniczenia potrzeb dzieci i kreatywności projektantów, jest uwzględnianie elementów naturalnych w ramach egzaminu na międzynarodowego inspektora placów zabaw, który miałem przyjemność zdawać w Wielkiej Brytanii. Wśród wielu sytuacji, które musiałem ocenić, był przypadek dużego, leżącego na placu zabaw pnia z wystającymi konarami. Na pień mogły wchodzić sprawniejsze dzieci, przesiadywać na nim i nawet z niego skakać. Jakie zagrożenia trzeba tu rozważyć? Jak ocenić ryzyko związanie z takim elementem wyposażenia? Przede wszystkim samo wchodzenie na taki wielki bal nie powinno powodować naszej awersji. Przecież sami kiedyś wspinaliśmy się na dużo wyższe drzewa. Ponieważ wiemy, że dzieci mogą wchodzić na taki pień, należy zapewnić odpowiednią nawierzchnię w razie ich upadku z wysokości. Oczywiście najlepiej zastosować nawierzchnię naturalną lub np. maty przerostowe. Ponieważ korzyść z użytkowania elementu odwzorowującego naturalne środowisko jest bardzo duża, to nie będziemy się już zbytnio przejmowali drzazgami, które mogą występować w nieobrobionym drewnie. Od drzazgi raczej się nie umiera, natomiast groźniejszy jest upadek na zbyt twardą nawierzchnię. Zabawa na takim konarze przynosi zbyt wiele radości, aby z niej rezygnować z powodu pojedynczych drzazg.

Na placu zabaw mogą występować naturalne elementy. Nie oznacza to jednak, że stanowią poważne zagrożenie.

I choć może niektórych bulwersuje wszystko to, co napisałem, to jednak egzamin zdałem i posiadam certyfikat potwierdzający moje kompetencje do przeprowadzania wszystkich rodzajów kontroli plenerowych placów zabaw. Dzięki temu certyfikatowi zostałem także wpisany na listę biegłych sądowych. A skoro doczytaliście do tego miejsca, to mam nadzieję, że wielu z was przynajmniej zaintrygowałem i z chęcią zapoznacie się ze szczegółami, które zaprezentuję w kolejnych wydaniach „Zieleni Miejskiej”. Będą one dotyczyły projektowania, budowy i nadzoru nad wybudowanymi placami zabaw. Postaram się skupić się na tym, jak idee można wdrażać w życie.

Dominik Berliński
Centrum Kontroli Placów Zabaw

Artykuł został opublikowany w magazynie Zieleń Miejsca (11/2015, nr 103)